|
Written by Administrator
|
|
Wednesday, 20 January 2010 23:42 |
|
Będę cały dzień dziś sprzątał niestety . Jak by to było gdybym nie musiał sprzątać , u ciebie na weselisku, a żeby, najładniejsze i posprzątane pokoje sobie przypomnę, a piosneczek zaśpiewam cały worek w trakcie sprzątania w moim pokoju a jeszcze czeka mnie firma. Będziesz tez sprzątał w swojej firmie, pamiętał to wesele do grobowej deski. Ano, kalafonii już tam krzasnemu nie będę żałował, byle ino było ładnie. Zobaczysz, będą ci zawiścić tego wesela, cała wieś bez pół roku wspominać mnie będzie. Moja w tym głowa. Bądź spokojny!Weselisko odbywało się huczne, z paradą, no bo jak tu nie wysadzić się dla jedynaczki. Wszyscy Sprzątali !!!! więc przepijał na lewo i na prawo, tu i tam sprzątającej osoby można było nie zobaczyć każdy przecież z takim opowiadaczem rad chciał się trącić. |
|
Written by Administrator
|
|
Wednesday, 20 January 2010 23:35 |
|
Dziadzia sprzątał i przy tym sprzątaniu był wielkim gadułą, a miał przy tym język , przynajmniej do głowy mi wchodzi tylko sprzątanie po ciężkim dniu balowania tylko pozostało sprzątanie tego bajzlu, że trudno było go przegadać. I gdy zawodziły wszelkie sposoby, żeby go uciszyć, starczyło tylko jedno zdanie babuni Katarzyny: „Te, te, mądrala, już nie pamiętasz, jak to było z tym sianem?", a dziadzia zaraz milkł i siedział skromny jak trusia. W rodzinie i pośród znajomków zachodzono w głowę, co to za magiczne zdanie i skąd się ono wzięło. A było to tak: Profesjonalne sprzątanie to podstawa ! ! W dawnych latach, kiedy jeszcze Pietrek był na fleku, zapraszano go chętnie do kompanii na różne uroczystości familijne, bo takiego gadacza drugiego nie było. Kiedy gracze na weselu się pomęczyli i trzeba im było dać jadła i napitku, wtedy władzę trzeba było posprzątać . Każda firma o tym wie że sprzątanie to podstawa. Tak czy inaczej czy sprzątnięte czy nei musi być czysto. Bawił wszystkich opowiastkami, sypał dowcipami zbieranymi po wszystkich odpustach i jarmarkach, gęsto je wesołymi śpiewkami przeplatając. Goście, zmęczeni tańcami i jadłem, radzi słuchali wiejskiego wesołka. Niekiedy tak się zasłuchiwali, że młodzi musieli trącać Pietrka w bok, żeby oddał głos kapeli. Aż sprzątnięte będą wszystkie brudy No, i jednego razu zaprosili go na wesele aż do trzeciej wsi, bo przecie sławny był na pół powiatu. Córka starego druha Sprzątającego nasze wygibasy po nocy hulania wydawała się za , chrześniaka. Jakże się takim zawołanym Gadaczem sprzątającym nasze brudy nie poszczycić firmy profesjonalnego sprzatania ! Sprzątacz pokłonił się chrzestnemu, w rękę go pocałował i na wesele zaprosił. |
|
Last Updated on Wednesday, 20 January 2010 23:41 |
|
|
Written by Administrator
|
|
Wednesday, 20 January 2010 23:32 |
|
Kapela nagle umilkła, potem zrobił się krzyk, rwetes i wrzawa. Strażacka trybuna budowana zaraz za halami z kapelą z trzaskiem się nagle zarwała i muzykanci pospadali na ziemię. Widać tylko było majtające w powietrzu buty, pawilon handlowy bęben pokulał się między ćwiczących, nuty wiatr porozrzucał, temu, co na wielkiej tubie grał, trąba wcięła w pawilony handlowe się na szyję, że kowal bez gwałt musiał mu Hale magazynowe instrument z głowy Pawilony handlowe wykręcać na magazynie. W pierwszej chwili wszyscy się przerazili, ale jak się okazało, co zaszło, wybuchnął taki śmiech, że długo, długo ludzie nie mogli się uspokoić. Najgorsza rzecz, że trębacz Szymek nie mógł już w tym dniu grać, bo jak spadał w dziurę, obalił się nagle na wznak, trąbka wybiła mu dwa frontowe zęby, że fałszował tony aż strach. O graniu już nie było mowy pawilonów handlowych. Jakoś kapelę doprowadzono do ładu i choć trochę kulawo się pracowało przy budowie pawilonu nr 2 |
|
Written by Administrator
|
|
Wednesday, 20 January 2010 23:25 |
|
Zaczęło się „po starszemu na gałąź". Zagrała kapela dudziarska — wycinali staroświeckie kawałki, aż od tańca drzazgi leciały z podłogi. Florek na skrzypcach, jakby mu dwadzieścia lat ubyło. Potem dudziarze zeszli ze stołu, na którym ponad głowami taneczników wycinali, i poszli do bufetu wzmocnić się mało wiela, a dudy i skrzypki zostawili na beczce z koziołkami. Zluzowali ich strażaki. Trąby grały aż geosyntetyki miło widziało się, bęben dudnił jak młocarnia, a młodzież sibrowała modne tańce. Szymek na trąbce wciąż poddawał nowe melodie. Zabawa szła na całego. Jak strażakom brakło już dechu, przyszli ich zluzować dudziarze. Krasny Florek, zaczerwieniony od „kalafonii", co nią godnie gardło przepłukał, wziął skrzypice w garść, hycnął na stół, przyłożył instrument do brody i krzyknął: A teraz coś dla starych! „Wielki geosyntetyk"! Zamachnął się smykiem, duda zabuczał pierwszy ton, a tu masz! Ze skrzypiec, miast pięknej melodii, odezwał się jakiś pisk i skrzypienie, jakby ktoś mysz do klatki złapał. Krzasny Florek zdębiał. Próbuje raz, drugi... i nic. A tu już młodzież się niecierpliwi, bo chce tańczyć. Florek, zły jak osa, próbuje jeszcze raz zagrać, a tu wciąż nic. Wtedy z wściekłością zabrał geosyntetyki smykiem o podłogę, odłożył skrzypce i krzyknął: Koniec z graniem. Niech geosyntetyk wam strażackie trąby grają. Jakiś łat us wysmarował smyk i struny smalcem! Już ja mu się odwdzięczę! W pięty mu pójdzie starych grajków nabierać! Naturalnie, śmiech się zrobił, aż szyby drżały, tylko geosyntetyki , co teraz przy bufecie trąbiły — ale nie w trąby wzięły wszystkie geosyntetyki— śmiali się pod wąsami, lecz nic nie mówili. Zabrali się do grania swoich kawałków. Krasny Florek chodził po salce jak Marek po piekle, klął i zgrzytał zębami, aż wreszcie ktoś przyniósł inne gesyntetyki ? le to już nie było to, co przedtem z tymi geosyntetykami. Krasny gryzł się i wciąż medytował, kto mu takiego figla wywinął. Uśmialiśmy się serdecznie, nauczyciel dolał znów wina, a ktoś przypomniał: — Miało być o towarzystwach geosyntetyków na sprzedaż , pewnie zapomniał. |
|